Znowu zasiadłam do maszyn. Pięć godzin wystarczyło, by spod wiekowego już Łucznika wyszedł nowiutki, hitowy, jedyny w swoim rodzaju ciuszek - futrzana kamizelka ! Cóż, potrzeba matką wynalazku ;) Do wykonania kamizelki zużyłam 1 m.b. czarnego "misia" o szerokości 1,5 m plus czarną podszewkę o identycznych wymiarach plus kawałek skóry. Za wykrój posłużył mi ten sam model, który zastosowałam do swojego bordowego płaszczyka (tutaj). Szyło się naprawdę przyjemnie, chociaż wykończenie (tj. wszycie podszewki) musiałam wykonać ręcznie. Dekolt kamizelki wykończyłam czarną skórką.
Kamizelka miała zadebiutować w nieco innej stylizacji, ale zima, która nareszcie zaszczyciła rzeszowszczyznę, pokrzyżowała mi szyki ...
Na termomentrze -11, zadyma, zawierucha, zamieć !
Mnie się podoba :)
Na termomentrze -11, zadyma, zawierucha, zamieć !
Mnie się podoba :)
kamizelka - uszyłam sobie
kurtka - nn
spodnie - c&a
kozaki - botki z centro plus cholewka DIY
torebka - h&m
turban - mohito
szal - tally weijl
foto: Mąż